- Czyli innymi słowy , jesteś człowiekiem - Powiedziałem i spojrzałem na Sheavee.
-Jak jakby...- Odparła niepewnym głosem
- Cóż , tak się składa , że jestem demonem. - Odparłem. Sheavee patrzyła się na mnie bez większego zdziwienia.
-Można się domyśleć... To pierwszy raz kiedy spotykam demona. - Uśmiechnęła się.
-To samo u mnie z upadłym aniołem.. - Powiedziałem przez większą chwilę panowała cisza.
-Powiedz.... co sprowadza cię do akademii?
-Cóż ... dość już mam wędrówki , jak cały czas nic tylko chodzisz od
miasta do miasta to już to się nudzi... Jeszcze się nie opisałem , więc
pozwól , że zacznę. No... jak już wspomniałem jestem demonem ... z
sierocińca , ale w wieku 12 lat z niego uciekłem ... było tam piekielnie
nudno. Lubię chemię , te wszystkie substancje , to igranie z losem , bo
wiesz , dodasz coś nieodpowiedniego , czegoś za dużo i jest już wybuch ,
może on być naprawdę potężny , to jest właśnie piękne . Moją drugą
pasją jest muzyka , umiem grać na dwóch instrumentach , pianinie i
gitarze nie licząc mojego głosu. Więcej powiem ci później ... może. Po
tych słowach dotarliśmy do jadalni. No nie! Dlaczego
w sz y s t k i e pomieszczenia są większe od całego mojego sierocińca?! Nie wiem... Sheavee zauważyła , że się zamyśliłem.
-Coś się stało?
-Ugh.. Nie nic ... wszystko tu jest przeogromne.- Po moich słowach Sheavee zaśmiała się i powiedziała z uśmiechem
-Teraz ta akademia to twój dom , więc musisz się przyzwyczaić do jego wielkości - Po jej słowach zarumieniłem się lekko.
-Tak... masz rację.
<Sheavee?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz