Wkurzona na maksa skierowałam się do budynku Akademii. W moim pokoju
zastałam śpiącego Kuro. Trzasnęłam drzwiami. Wilk się obudził i spojrzał
na mnie. Wyczuł moją złość i podszedł mnie pocieszyć. Podrapałam go za
uchem."Jak mogłam być tak głupia i dać się powalić takim atakiem?!"
Skoczyłam na łóżko. Sprawdziłam godzinę, 17.32... Czas coś zjeść.
Wstałam skierowałam się do jadalni.
-Chodź Kuro, idziemy jeść. -zawołałam wilka.
Posłusznie ruszył za mną wyraźnie ucieszony wizją obiadu. Gdy dotarłam
na stołówkę trzy osoby siedziały już i zajadały w najlepsze. Gościa od
bluzy nie było.
"I dobrze" pomyślałam. Wzięłam tackę z talerzem i sztućcami i podeszłam
do kucharki. Nałożyła mi porcję ziemniaków puree i udko kurczaka.
-Znajdzie się coś dla przyjaciela? -spytałam z nadzieją w głosie.
Kucharka spojrzała podejrzliwie na Kuro. Po chwili namysłu poszła do
kuchni i przyniosła surowy kawał mięsa. Wilk zaszczekał i zamerdał
ogonem jak pies. I dobrze. Wolałam, żeby ludzie myśleli, że to pies.
Usiedliśmy sami przy stole. Niestety nasz spokój nie trwał długo. Po
chwili podszedł do mnie "facet od bluzy".
-Czego? -warknęłam gniewnie.
-Spokojnie. -podniósł ręce w geście obrony- Nie zgubiłaś może czegoś?
Zignorowałam pytanie. Myślałam trochę. Faktycznie, jeden z moich
sztyletów do rzucania zniknął. Nie przyznałam się. Po chwili obok mnie
pojawił się mój nóż wbity w deskę. Spojrzałam wilkiem na chłopaka. Bez
słowa wzięłam nóż i ponowiłam jedzenie, jednak on ciągle stał na de mną.
-Co znowu? -jęknęłam.
<Tsu?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz